Azjatyckie kino grozy zdobyło na przestrzeni ostatnich lat wielką sławę i popularność. Nie ma się czemu dziwić, takie tytuły jak "Klątwa" czy "Krąg" znalazły swoich naśladowców w Stanach Zjednoczonych. Nie inaczej jest z tajlandzki filmem "Widmo", który zaryzykuję stwierdzenie, jest najlepszym z horrorów azjatyckich. Wszystko zaczyna się od potrącenia na ulicy pewnej młodej dziewczyny. Po nieudzieleniu jej pomocy, zaczynają dziać się dziwne rzeczy w życiu pary młodych ludzi. Dziwne wizje, sny, a także fotografie, na których widać postać młodej dziewczyny. problem w tym, że tej dziewczyny poza cyfrową kamerą nie ma... Fabuła odkrywa przed nami wszelkie tajemnice z każdą chwilą, a ciężki klimat wpływa na ciągły niepokój widza. Wielką zaletą tego horroru są nagłe, przerażające sceny, których widz co prawda się spodziewa, ale nie wie kiedy wystąpią. To one wpływają na poziom lęku i zwiększającą się z każdą chwilą adrenalinę. Po obejrzeniu tego filmu pozostanie wam pewien lęk do fotografowania, a co poniektórzy mogą nie wytrzymać psychicznie bólu karku, który może być spowodowany przez coś zupełnie innego, niż nam się wydaje... Polecam!